< Powrót do strony głównej

Inspirować czy podążać? O wspieraniu dziecka w rozwijaniu pasji

O pasji, o środowisku wspierającym, o tym, jak pasja pomaga dziecku w edukacji Karolina Cieślik ze Szkoły w Chmurze rozmawiała z Magdaleną Polak, dyrektorką i współzałożycielką Niepublicznej Szkoły Podstawowej Mozaika w Białymstoku – miejsca, w którym stawia się na przyjazną atmosferę, budowanie relacji, empatyczną komunikację (opartą o NVC), praktyczne umiejętności i ocenianie kształtujące. Prywatnie Magda jest żoną oraz mamą trzech chłopców (4, 9 i 11 lat) i od zawsze pragnie realnie wpływać na otaczającą ją rzeczywistość! Zapraszamy do przeczytania najciekawszych fragmentów rozmowy.

Karolina Cieślik (Szkoła w Chmurze): Jak wspierać pasje u dziecka, jak je obserwować? Jak pasje mają się do edukacji? Jak to wygląda z Twojej perspektywy – zarówno mamy, jak i  dyrektorki szkoły? 


Magdalena Polak (Niepubliczna Szkoła Podstawowa Mozaika): Będę mówić o dwóch szczególnie bliskich mi obszarach – o perspektywie mamy, która na co dzień, od paru lat towarzyszy dwóm starszym dzieciom w wielkiej pasji – związanej z piłką nożną – oraz o perspektywie szkolnej. Jak pasja wpływa na edukację – zadałam to pytanie swojemu synkowi i zacznę od tego jak on mi odpowiedział: chwilę się zastanowił i powiedział, że pasja bardzo pomaga mu w szkole, np. na lekcji matematyki, kiedy liczy wagony, zamyka oczy i wyobraża sobie piłki, wtedy wynik mu sie pojawia i jest mu dużo łatwiej. Jeśli dziecko ma jakiś obszar, szczególnie mu bliski, z którym jest związany, który po prostu kocha – bo generalnie o tym jest pasja – to faktycznie, gdy nauczyciel o tym wie i czasami o tym wspomina to buduje pomost porozumienia. Może podrzucić mu inspirację związaną z jego pasją i to zazwyczaj zagra. Jest to coś bardzo budującego, co wpływa na przyjazną atmosferę w szkole, ale nie tylko! Głębiej może to się przekładać na większą motywację, na większą chęć bycia w tej szkole. A jak pytasz tak generalnie o edukację, o proces uczenia się i rozwoju dziecka to pasja jest obszarem, dzięki któremu mogą się rozwijać cudowne umiejętności i kompetencje dziecka: sprawczość, odpowiedzialność, cierpliwość, uważność, stawanie do wyzwań, nauka jak sobie radzić z trudnościami, świętować porażki, sukcesy.

KC: Czyli pasja może być pomostem do zbudowania z dzieckiem wartościowej relacji, dzięki której jest widziane takim, jakie jest. 

MP: Dokładnie tak. Dziecko jest przyjmowane ze swoim wyborem i z tym, co jest dla niego ważne. 

KC: A jednocześnie taka relacja może zaistnieć kiedy dorosły jest ciekawy i otwarty na te pasje, jakimi by one nie były. Tutaj pojawia się bardzo ważny wątek: jak my, jako dorośli – mając swoje uprzedzenia, stereotypy, nawyki wartościowania dziecięcych pasji, czy doświadczenia –  możemy stać się hamulcem tych pasji? Jak sobie z tym radzić? Jak być tego świadomym? 

MP: Gdy moi synowie zapałali do piłki nożnej, byłam sceptyczna i wtedy złapałam się na tym, że mam dużo uprzedzeń i powiązanych z tym sportem stereotypów. Niekoniecznie było to bliskie wartościom dla mnie ważnym. Dzisiaj widzę to jako lekcję. Spróbowałam spojrzeć na pasję dzieci z ich perspektywy i okazało się, że synowie widzą tam zupełnie inne kawałki. To mnie wiele nauczyło i pomogło walczyć ze swoimi uprzedzeniami. Warto zachować otwartość na wybory dzieci i mieć zaufanie, że wyciągną z pasji coś wartościowego dla siebie. Nie powinniśmy skupiać się na swoich lękach. To, że je mamy, nie powinno determinować naszego zachowania, zamykając tym samym drogę do pasji. Pytasz też o rolę dorosłego – czy rolą dorosłego będzie takie mocne zaangażowanie? 

Jest mi bliska koncepcja bycia pośrodku. To zależy od pasji i jej początku. Moje dzieci same odkryły swoją pasję, nie miałam za bardzo wyjścia… To znaczy miałam i wybrałam wyjście “jestem z wami”. Czasem będzie rola, aby zainspirować, pokazać, dostrzec cechy, umiejętności, wskazać dziecku co można z nimi zrobić. Natomiast jestem zwolenniczką nurtu żeby wskazywać, ale bez presji i oczekiwań. 

KC: Czyli to, na co zwracasz uwagę to zaufanie do dziecka, oraz rozwijanie w sobie ciekawości do zobaczenia jakie kawałki w danej pasji widzi nasze dziecko?

MP: Tak – spróbować widzieć pozytywy, oczywiście bez oderwania od rzeczywistości, gdzie nie dostrzegamy trudności, niebezpieczeństw, czy zagrożeń. Ale bez uprzedzeń. Jak pomyślimy o kompetencjach w dorosłym życiu: kształtowana sprawność, wytrwałość, skupienie – to są cechy, na których bardzo nam zależy. To się może zadziać w tym obszarze, który gdybyśmy popatrzyli bez większej głębi, moglibyśmy nazwać stratą czasu. Zawsze zachęcam do popatrzenia dalej. Osobiście pomaga mi nazwanie, ustalenie co tutaj fajnego może się dziać. Staram się w ten proces włączać dzieciaki, żeby budować głębszą świadomość u nich, co dzięki swojej pasji, swojemu zainteresowaniu szlifują. Tu podstawą jest łagodne, uważne dostrzeżenie rozwojowych rzeczy.  

KC: Jako dorośli posiadając pewne doświadczenie moglibyśmy “zaprząc to swoje  doświadczenie” w służbie wyższemu celowi, czyli odkopywaniu długoterminowych wartości i celów dziecka, których ono samo mogłoby nie zauważyć. Czy jak już nazwiesz te rzeczy sobie w głowie: wytrwałość, dążenie do celu, dopasowywanie środków do danego celu, to prezentujesz to swoim synom? Mówisz o tych “dorosłych” wartościach?

MP: Tak, rozmawiam z nimi o tym, ale nie chce przeholować w drugą stronę. Dla mnie radość z samego działania, realizowania, wykonywania pewnych czynności w pasji, którą dziecko kocha, jest już bardzo ważną gwarancją zdrowej psychiki. Możliwość spędzania wolnego czasu w sposób, który jest mi bliski, to sprawia radochę! 

Także czasem rozmawiam z synami o tym, ale chyba bardziej uspokaja to mnie – rodzica. Fajnie też podzielić się swoją perspektywą. Jestem fanką budowania świadomości razem z dzieckiem. To pomaga w trudnościach. To dobry sposób, żeby wspólne sobie radzić, bądź bardziej towarzyszyć w porażkach, bo one są nieodzowną częścią. 

KC: Proponujesz więc podchodzenie z pozycji uważnego, ciekawego obserwatora zamiast katalogowania pasji na dobre i złe. Czy nie jest tak, że słowo pasja dużo za sobą niesie, że ma w sobie powagę i doniosłość? Czy takim pojmowaniem pasji nie robimy krzywdy? 

MP: Zastanawiałam się na tym, jak zdefiniować pasje. Czy chwilowa “zajawka” na coś może być nazwana pasją? Nie wiem jaką definicją się kierować. Zgadzam się z tobą, że za tym słowem stoi coś dużego. 

Wielu rodziców ma doświadczenia takich krótkotrwałych zajawek, czasem pojawiających się w kontekście społecznym, kiedy cała klasa się czymś interesuje w danym czasie. Jestem za tym, żeby wspierać też krótkie fascynacje, krótkie i intensywne. Tam też dużo się dzieje dla dziecka. Określenie pasja niesie coś ciężkiego, determinującego na całe życie – to duża i trudna koncepcja, czuję dużą presję, gdy myślę o pasji w ten sposób. Myślę również, że na pasje nigdy nie jest za późno. Nie ma jednego określonego momentu, do kiedy muszę ją znaleźć. Możemy mieć różne pasje w całym życiu, odnajdywać je późno i to jest ok. W temacie pasji chodzi o świadomość dziecka, co mu naturalnie łatwo przychodzi. Warto wspierać każdy moment zainteresowania, zaciekawienia czymś. Nie zawsze musi być to takie spektakularne. Zgadzam się z tym, żeby nie hierarchizować, że jedne pasje są lepsze, przynoszą większe korzyści niż inne, bardziej istotny jest ten element przynoszący radość.

KC: Często zamiast wiązać pasję z radością wiążemy ją z mistrzostwem i do tej koncepcji “krótkotrwałe zajawki” nie pasują. Czy wspieranie w krótkotrwałych pasjach polega na tym, żeby aktywizować do trwalszego działania? Czy wstrzymać się z takimi radami? 

MP: Przyjrzałabym się temu, w którym momencie następuje decyzja o zakończeniu danego działania. Być może jest tak, że młody człowiek dochodzi do momentu, w którym tak bardzo musi przekroczyć siebie, żeby wytrwać w tej pasji, że rezygnuje. W zależności od intensywności zmian – wspierająca będzie rozmowa, zebranie doświadczeń oraz wspólnego mianownika tej sytuacji. Być może dziecko potrzebuje naszego wsparcia w poradzeniu sobie z wizją porażki. Istotny jest uważny kontakt – czyli słuchanie, przyjmowanie tego, co dziecko chce przekazać, czy mogę wesprzeć dziecko. Wtedy łatwiej wspólnie pewne rzeczy wyłapać, przejść trudności, poradzić sobie z tym. To jest klucz do takiej mapy młodego człowieka

KC: Jeden z widzów zauważa, że zdominowanie przez jedną pasję może oznaczać zaniedbanie innych aktywności. Co w takim przypadku? Co w sytuacji, kiedy pasja przyćmiewa większość życia dziecka?

MP: To jest negatywny kontekst: taka nadmierna miłość, zaangażowanie może oznaczać oddalenie wszelkich innych tematów na dalszy plan. Z naszego szkolnego podwórka: mieliśmy sytuację, kiedy młody człowiek chował się za swoją pasją i to dosłownie.  Mianowicie skrywał się za książką, możliwe, że z powodu zbyt dużej ilości bodźców, bądź z lęku społecznego. W takich sytuacjach najistotniejsza jest uważna rola dorosłego, nie wyciąganie z pasji, ale patrzenie przez pryzmat potrzeb, które się realizuje dzięki tej niej. Może są inne obszary, które pomogą realizować te potrzeby? 

KC: Spróbujmy zastanowić się nad drugą skrajnością – co zrobić, gdy moje dziecko nie ma pasji, gdy się niczym nie interesuje? 

MP: Przychodzi mi do głowy wiele wątków. Jeden to zaufanie, spojrzenie na moment, w którym obecnie znajduje się dziecko z ufnością, że swoje siły i energię wrzuca w coś, czego akurat potrzebuje. Druga ważna rzecz: nie ma odgórnej granicy, odgórnego wieku, do którego trzeba rozwinąć pasję. Żadna presja, żadne reżyserowanie drogi. To może wręcz przeszkodzić. Kolejna rzecz: czy na pewno dziecko nie ma pasji? Może ono nie umie jeszcze jej dookreślić, ponazywać. Przy uważnym towarzyszeniu dorosłego możemy poszukać i zadać pytanie: co Ciebie interesuje? Uważam, że dorosły może zainspirować, poprowadzić leciutko. Przykład ze szkoły: rodzice bardzo zdolnego ucznia sami zauważyli, że dziecko przejawia pewne predyspozycje, zainteresowanie, może talent. Że całymi dniami podśpiewuje, wystukuje do rytmu, reaguje żywo na dźwięki. W takiej sytuacji warto delikatnie, bez zbędnej presji, bez stawiania warunków inspirować. Byłabym za pokazywaniem wspierającego środowiska, bez ścisłego planu. Przykład chłopca, o którym mówię jest w tym kontekście wyjątkowy, bo obecnie realizuje się w grze na pianinie i startuje w międzynarodowych konkursach. Zatem w tym przypadku inspiracja rodzica pomogła zbudować coś pięknego.

Często również dzieciaki biorą przykład od nas, dorosłych, obserwując, co robimy. Nie mam tu na myśli brak pasji u rodzica, bardziej chodzi mi o pewną postawę – otwartą na świat, który jest cudowny, różnorodny. Trzeba chwycić dziecko za rękę i iść w świat zachwycając się nim! Mając jednocześnie uważność, że dziecko może wybrać kawałek, który niekoniecznie jest mi bliski. 

KC: Rozmawiałyśmy o radach z perspektywy rodzica: jak patrzeć, jak wspierać, ale nie wywierać, presji, być aktywnym, ale nie za bardzo, aby nie zniechęcić. Zastanawiam się, jak jest w waszej szkole – Mozaice. Jak podchodzicie do uczniowskich pasji, jak je wspieracie, jakie macie strategie żeby wspierać uczniów?

MP: Jednym z naszych założeń, celów jest wspieranie naturalnego rozwoju dziecka. Nie mówię o spektakularnych działaniach, że u każdego ucznia znajdziemy tę pasję, pomożemy mu ją rozwinąć, ale mówię o nie najprostszej czasem postawie – przyjęcia ucznia, z jego zasobami. Stosujemy w szkole takie narzędzie: ocenianie kształtujące – gdzie na koniec semestru i roku piszemy list do dziecka, w którym staramy się również zawrzeć kawałek indywidualny o dziecku. Po moich synach widzę, że zawsze jak dostają ten list to biegną czym prędzej właśnie do tego kawałka, to ich bardzo buduje i umacnia! Inne drobne rzeczy to m.in. budowanie pomostu z dzieciakami, które mają wielką pasje i wiem, że jak wspomnę o tym, to kształtuje to mocniejszą relację i chęć tego człowieka żeby wejść w jakąś aktywność bardzo wzrasta. Mamy ucznia muzycznie uzdolnionego, bierze on udział w różnych wydarzeniach, wyjazdach, ma nieobecności. Staramy się być wówczas elastyczni, jesteśmy w przepływie informacji z rodzicami, nie utrudniamy, nie stawiamy jakiś wymagań, rozumiejąc drogę tej pasji. Balansujemy w tym, że tacy uczniowie mają w szkole pewne obowiązki i są widziani tak samo jak inni uczniowie, ale mamy elastyczne podejście i zrozumienie, że pasja wiąże się z różnymi wyzwaniami. 

Przychodzi mi do głowy z życia szkoły przykład, też bardzo prosty, który okazał się w swoim efekcie bardzo duży dla ucznia. Mamy chłopczyka, który doszedł do klasy już istniejącej od 2 lat. Doszedł w tym roku szkolnym, było mu trudno, nie mógł odnaleźć swojego miejsca. Wychowawczyni wiedząc o tym, że bardzo się fascynuje dinozaurami i jest to temat, gdzie oczy błyszczą, zobaczyła w kalendarzu że się zbliża dzień dinozaura. Zapytała chłopca, czy chciałby opowiedzieć o swojej pasji klasie. Zgodził się, przygotował masę materiałów, przyniósł wielkie figury. To się przeistoczyło w cały dzień wokół tej dinozaurowej pasji, zbiegły się dzieciaki z innych klas, w czasie świetlicowym dinozaury zjadały roślinki doniczkowe. Dla tego chłopca, był to niesamowity kawałek, gdzie on mógł zostać zobaczony, usłyszany, z tym, co jest dla niego takie ważne! Dostaliśmy później bardzo pozytywny feedback od mamy i od niego samego, że to było mega ważne. To drobny gest nauczyciela, a mocno wpłynął na jego poczucie własnej wartości i znalezienie swojego miejsca w nowej grupie. Takie są głównie nasze doświadczenia 🙂 


KC: Postawa otwartości i akceptacji  – to ona jest najważniejsza, ona robi tę różnicę i czyni z pasji piękne historie, o których słuchamy z uśmiechem na ustach 🙂


Chcesz dowiedzieć się więcej o edukacji domowej w Szkole w Chmurze? Przeczytaj nasze Q&A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *